Dziennik napisany w Saragossie

Już ponad rok minął od mojego trzytygodniowego pobytu w Saragossie. Kocham to miasto, ale sentyment mam do całej Aragonii, a może i Hiszpanii w ogóle. Przez 10 miesięcy byłam tam wolontariuszką w fundacji, która organizowała zajęcia i warsztaty dla osób chorych psychicznie, a robiłam to ramach Wolontariatu Europejskiego, czyli European Voluntary Service. Tam też poznałam wspaniałych ludzi i nauczyłam się hiszpańskiego. W marcu 2015 powróciłam, by przypomnieć sobie jak to jest żyć w Saragossie, stąd dość długi pobyt – krótkie, turystyczne odwiedziny w miejscu, w którym kiedyś żyłam zupełnie nie zaspakajały moich potrzeb.

I tak przez trzy tygodnie zostałam na nowo przyjęta na łono tego całkiem gościnnego miasta, które jak mi się zdaje szanuje swoich mieszkańców. Byłam świadkiem rozkwitu pąków drzew i nadejścia wiosny, ale również rzeka Ebro przypomniała mi o swojej drapieżnej naturze – przez pierwsze dni mojego pobytu jej poziom wzrósł drastycznie, a jej kotłujące się wody przerażały patrzących. Mimo, że samo miasto nie ucierpiało za bardzo, to prowincja została mocno poturbowana.

W kolejnych wpisach opiszę szczegółowo niektóre aspekty mojego pobytu w stolicy Aragonii, ale teraz pozwolę sobie skrótowo zapisać, dlaczego moim zdaniem warto (po)być w Saragossie:

  • Żeby zobaczyć jedną z najbardziej imponujących chrześcijańskich świątyń na świecie
  • Żeby dać się zaskoczyć kunsztowi i oryginalności wszechobecnego street artu
  • Żeby doświadczyć różnorodności przestrzeni muzealnych
  • Żeby posłuchać dźwięcznego i wyraźnie wymawianego języka hiszpańskiego, a może nawet nauczyć się kilku słów el aragonés.
  • Żeby na przykładzie historii Saragossy przypomnieć sobie historię Hiszpanii i tego jak niesamowicie przeplatały się w tym miejscu dzieje imperium rzymskiego, wizygotów, muzułmanów, żydów i chrześcijan
  • Żeby dać się uwieść buntowniczej naturze mieszkańców tego miasta, którzy znani są ze swojego uporu (zwłaszcza kobiety;)
  • Żeby zrobić to, co fajnie robi się w Hiszpanii: zjeść tapas, wypić kieliszek wina, kanię (caña) lub szklankę kwaśnego, orzeźwiającego cydru, ale także iść do lokalnego supermarketu i obserwując ludzi zorientować się, kiedy gotowe są gorące bagietki, kupić ser z Burgos lub Manchego, pyszne warzywa czy ewentualnie gotowe gazpacho i iść na targ lub do Martin Martin, by kupić różne oliwki, a potem jeść, pić i radować się, że jesteśmy w Hiszpanii.
Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s