Stambuł

Czy tylko mi się wydaje, że Stambułowi naprawdę brakuję tego „I” na początku? Z rozpędu nierzadko popełniam błąd mówiąc o „Istanbule”. Lubię to miasto, choć nie znam go tak dobrze jak bym chciała. Nigdy nie przydarzyło mi się w nim nic złego i generalnie nie mam stamtąd nieprzyjemnych doświadczeń. Dopiero w trakcie ostatnie wizyty udało mi się poznać to miasto trochę „od środka”, bo mieszkaliśmy u tureckich znajomych, którzy pokazali nam bliżej dzielnicę Galata – jedno z największych odkryć wyjazdu. Jest to przestrzeń trochę hipsterska, wyraźnie cool, ale bez głupawej świadomości tego, że jest cool (jak to było trochę w przypadku Çeşme). Umożliwia wypicie kawy, herbaty czy zjedzenie lunchu z przepysznym widokiem na zabytkowy Konstantynopol, z pałacem Topkapi, Hagią Sofią oraz Błekitnym meczetem, a także wypicie modnego, dość drogiego piwa o ciekawym smaku w jednym z wielu fantastycznych i unikalnych lokali.

Tu pozwolę sobie na małą dyrgresyjkę. Turcja nie jest krajem dużo droższym niż Polska i wiele produktów ma porównywalne ceny, dużo zależy też od obszaru, w którym jesteśmy. Uderzająca jest jednak różnica w cenie alkoholu! Jest on bowiem bardzo drogi i nie zawsze wszędzie dostępny. W sumie jest to dość smutna sprawa, bo jest to wynik światopoglądowo ociężałej działalności obecnego rządu tureckiego, którego poparcie w miejscach opisanych w ramach tego blogu jest znikome. Alkohol jest więc drogi, bo jest niemoralny i powinno utrudniać się do niego dostęp. Sytuacja jest o tyle dziwna, że będąc w Turcji można się dać zaskoczyć liberalnością i normalnością tego kraju oraz przez długi czas nie zauważać hamujących i wstecznych reform czy utrudnień wprowadzanych przez Erdoğana i jego ekipę w ostatnich latach. W chwili jednak, gdy idziemy na piwo przypominamy sobie o kierunku, jaki chce się, zwłaszcza zachodowi kraju (również siłą), narzucić.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dzielnica Galata widziana z Topkapi

W każdym razie Stambuł jest wielkim i wielokulturowym miastem, w którym kiedyś pragnęłabym dłuższą chwilę pomieszkać. Jest tam wiele bardzo ciekawych rzeczy do zobaczenia. W ramach letniej wizyty bardzo polecam wizytę w Cysternie Bazyliki, znanej również jako Pałac Jerebatan. Jak dla mnie, miejsce to ma niezwykły urok i atmosferę, nawet, jeśli jej zwiedzanie trzeba poprzedzić staniem w kolejce. Uwielbiam chłód tej cysterny oraz wielkie ryby pływające pod stopami zwiedzających, a także tajemnicze głowy meduzy.

Na mojej liście zabytków do zobaczenia znalazłaby się również Hagia Sophia (tur. Ayasofya). Ja mam sentyment do tego muzeum, które było katolicką bazyliką oraz meczetem. Jest niezwykłe, właśnie ze względu na swoją historię oraz na piękne mozaiki, których urok można docenić nawet wtedy, gdy jest się przytłoczoną/ym dość męcząco turystyczną atmosferą tego miejsca, w którym niełatwo doszukać się już sakralności. Bilet normalny nie jest tani, ale jeśli jest się w Stambule kilka dni to warto pomyśleć o zakupieniu specjalnego karnetu na kilka atrakcji.

Tym spragnionym głębszych religijnych doznań czy nawet właśnie żywszej sakralności polecam darmową wizytę w Błękitnym meczecie. Jego ogrom przytłacza, ale kolory i zdobienia windują chyba nie tylko nasze spojrzenie, ale również ducha. Jest to popularne miejsce modlitwy wśród muzułmanów, więc przy wejściu obowiązuje nakaz okrycia głów, ramion oraz nóg. Przy wejściu jest wiele chust, którymi można się skrzętnie pookrywać. Nie wolno wchodzić w butach, które jednak można trzymać w rękach i włożyć z powrotem po wyjściu ze świątyni. Mimo wizyt w wielu meczetach oraz sporej ilości dobrych znajomych, którzy są muzułmanami, sama wciąż nie orientuje się w geografii meczetu oraz symbolice w nich obecnej. Nie mogę również powiedzieć bym czuła się szczególnie swobodnie w tych świątyniach, bo ze względu na słabą znajomość reguł Islamu, obawiam się, że mogę czymś kogoś urazić lub rozproszyć kogoś w modlitwie, bo przestrzeń jest otwarta, więc nie można się schować za ławkami etc. Ale też jakoś łagodnie na mnie oddziałuje spokojna atmosfera, obecność miękkich dywanów i takie trochę uspakajające poczucie, że jesteśmy u kogoś w domu (w końcu musieliśmy zdjąć buty).

W ramach ostatniej wizyty skusiliśmy się równie na Topkapi, które jest wyjątkowym miejscem, pobudzającym wyobraźnie nie tylko ze względu na (raczej mało romantyczny i bardzo sformalizowany) harem, ale również obecność zachwycających skarbów w postaci drogocennych mieczy, sztyletów czy elementów garderoby. Warte uwagi są również sakralne pamiątki i przedmioty istotne dla wyznawców Islamu. Generalnie, jest tam dużo piękna: ono właściwie skapuje ze ścian i męczy, jeśli nie mamy przestrzeni, by się tym wszystkim cieszyć. Niestety, nie wiem kiedy się tam wybrać by nie natrafić na olbrzymie tłumy. Zdecydowanie odradzam zwiedzanie w sezonie letnim, bo wtedy nie tylko ciżba męczy.

Kolejnym ważnym punktem na trasie zwiedzania Stambułu, ale tym razem z trochę innego beczki, jest Taksim – dzielnica, ulica i park. Myślę, że to miejsce zapisuje się w historii nie tylko od słynnych protestów antyrządowych sprzed kliku lat, ale również teraz, gdy oficjalnie nie sprzątane i nie zadbane przez urząd miasta łasy na pieniądze z potencjalnych inwestycji w tym miejscu, jest wciąż odwiedzane i nierzadko sprzątane przez wolontariuszy. Odchodzi od niego bardzo zatłoczona ulica, w stylu krakowskiej Floriańskiej, czy wielu innych ulic-pokazówek. To właśnie na niej znajduje się najlepsze miejsce do spróbowania bakławy oraz kilka fajnych restauracji.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s